Rodzice mieli prawo odmówić szczepienia dziecka w pierwszej dobie po narodzinach – uznał Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi-Północ

Źródło: Nasz Dziennik

Szpital nie miał racji

Rodzice mieli prawo odmówić szczepienia dziecka w pierwszej dobie po narodzinach – uznał Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi-Północ i przypomniał rozporządzenie ministra zdrowia, że szczepionka może być podana do 19. roku życia.

Sprawa, która toczyła się przed warszawskim sądem, dotyczyła odmowy zaszczepienia dziecka w pierwszej dobie jego życia.

– Wyrok nas cieszy. To, co przeszliśmy przez te trzy miesiące, to był koszmar. Żyliśmy cały czas w obawie, że odbiorą nam naszą córeczkę – mówią rodzice.

Małżeństwo Beatę i Artura B. podał do sądu Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny im. Prof. Orłowskiego w Warszawie, wnioskując o ograniczenie władzy rodzicielskiej nad dzieckiem. Rodzice nie wyrazili zgody na podanie dziecku szczepionki w pierwszej dobie po porodzie. W tym czasie szpital chciał podać szczepionkę przeciwko gruźlicy i pierwszą dawkę szczepienia przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B. Zdaniem personelu, decyzja rodziców naraziła dobro dziecka.

– Nie chcieliśmy szczepić naszej córeczki w pierwszej dobie, nie mając wiedzy o stanie jej zdrowia. Nasze dziecko urodziło się jako wcześniak, w czasie porodu podano mi antybiotyk i sterydy, a to dodatkowo osłabia organizm takiego maluszka. A nikt z personelu szpitala nie poinformował mnie o stanie zdrowia naszej córeczki – dlatego powiedziałam, że rezygnuję ze szczepienia w pierwszej dobie życia dziecka, deklarując, że zrobię to później, gdy dziecko zostanie zbadane przez specjalistów – relacjonuje pani Beata. – Obawiałam się reakcji poszczepiennych. Poza tym sam producent szczepionki informuje w ulotce, że osłabiona odporność dziecka jest bezwzględnym przeciwwskazaniem do szczepienia. A przecież takich badań w ogóle w szpitalu się nie przeprowadza – mówi kobieta.

Żądanie niezgodne z prawem

Szpital w sporządzonym do sądu wniosku utrzymywał, że pacjentka była wielokrotnie informowana na temat szczepionek.

– Podano mi do podpisania dokument potwierdzający, że odmawiam szczepienia dziecka i że udzielono mi wszelkich informacji związanych ze szczepieniami. To nie była prawda. Napisałam więc oświadczenie, że dziecko zaszczepię, ale po wyjściu ze szpitala. Zadałam też pisemnie szczegółowe pytania dotyczące obowiązkowych szczepionek. Wtedy poinformowano mnie, że jest ich dużo, są szczegółowe, więc będę musiała na nie zaczekać. I że dopóki nie dostanę odpowiedzi na te pytania, nie mogę opuścić placówki. Co było – jak potwierdził w rozmowie ze mną rzecznik praw pacjenta – niezgodne z prawem. Do dziś zresztą tych odpowiedzi nie mam – podkreśla nasza rozmówczyni.

– Nie jesteśmy definitywnymi przeciwnikami szczepień. Obawialiśmy się jedynie, jak zareaguje na nie nasza córeczka! Przecież można było tę sprawę załatwić inaczej, łagodniej, nie kierując od razu wniosku do sądu. Osobiście odbieramy to jako policzek, jako pokazanie nie tylko nam, ale też innym pacjentom, że nie mają prawa głosu – mówi wzburzona pani Beata.


Wywiad Stowarzyszenia STOP NOP z matką noworodka:

– Jak to się zaczęło? Kiedy i w jakim szpitalu urodziło się dziecko? Jak lekarz zareagował na Waszą decyzję dotyczącą szczepień?
– Dziecko urodziłam 16.06.2017 w 34 tygodniu ciąży w szpitalu im Orłowskiego przy ul. Czerniakowskiej w Warszawie. Po porodzie nie wyraziłam zgody na szczepienie dziecka. Tego samego dnia dano mi do podpisania oświadczenie zawierające sformułowania, że nie wyrażam zgody na wykonanie obowiązkowego szczepienia oraz, że zostały mi przekazane wszelkie informacje na temat tych szczepień. Odmówiłam podpisania tego dokumentu. Byłoby to poświadczenie nieprawdy, bo wbrew jego treści nie otrzymałam żadnych informacji. Poza tym zaznaczyłam, że chcę zaszczepić po wyjściu ze szpitala. Lekarz, który ze mną rozmawiał oświadczył, że nawet jeśli my rodzice, nie podpiszemy oświadczenia, to wypełnią i podpiszą je w naszym imieniu pracownicy szpitala i wyślą do Sanepidu. Obawiając się tego, naniosłam poprawki na ww dokument i taki oddałam. Poprosiłam jednocześnie o potwierdzenie odbioru mojego oświadczenia. Lekarz mnie zbył. Prosiłam kilkakrotnie, nie otrzymałam potwierdzenia.
 – To łamanie prawa do świadomej zgody na wykonanie zabiegu medycznego u dziecka… Jak dalej rozwijała się sprawa?
– Następnie przyszła do mnie pani ordynator oddziału neonatologii (nie zważając, że akurat karmię piersią) deklarując, że odpowie na moje pytania dotyczące szczepień. Powiedziałam, że liczba moich pytań i wątpliwości na temat szczepień są zbyt duża, aby wyjaśnić je w czasie krótkiej rozmowy i że wolę je złożyć na piśmie. Opracowanie pytań zajęło nam kilka dni. Pani ordynator stwierdziła, że szpital postara się odpowiedzieć na wszystkie moje pytania, ale do tego czasu muszę pozostać z dzieckiem na oddziale (nawet jeśli trwałoby to wiele dni lub tygodni), bo szpital nie może wypuścić do domu pacjenta, który nie otrzymał informacji nt. zabiegu.
– Czy rozważaliście wypisanie się na żądanie? 
– W razie wypisu na żądanie z dzieckiem z żółtaczką (dziecko miało jeszcze podwyższoną bilirubinę) zagroziła, że zgłosi nas do sądu rodzinnego. Ta rozmowa miała miejsce na sali, na której leżałam z innymi pacjentkami – pani ordynator publicznie omawiała moją sprawę, podnosząc na mnie głos – była wtedy mocno zirytowana. Zadzwoniłam do Rzecznika Praw Pacjenta, który potwierdził, że nie ma żadnej podstawy prawnej do przetrzymywania mnie w szpitalu w oczekiwaniu na udzielenie informacji. Przeczekałam aż dziecko będzie zupełnie zdrowe i sami nas wypiszą.
 – I w efekcie szpital powiadomił sąd…
Wniosek do sądu rodzinnego odbieram jako zemstę lub złośliwość za to, że wielokrotnie w czasie pobytu w szpitalu kwestionowałam poczynania ordynator i personelu w stosunku do mnie jako niezgodne z prawem. Zapewne zdenerwowała ich też długa lista pytań oraz konieczność odpowiedzi na nie. Zabawne było to, że w dniu mojego wypisu ordynator przyszła do mnie z szerokim i (pozornie) serdecznym uśmiechem powiedziała, że po konsultacji z działem prawnym dowiedziała się, że rzeczywiście nie może wstrzymywać naszego wypisu. Zapewniła te, że szpital nie wysyła oświadczeń o nieszczepieniu do Sanepidu. Stwierdzenia sprzeczne z tym co słyszałam przez cały pobyt w szpitalu. Niestety nie miała odwagi podpisać się pod wnioskiem do sądu. Podpisał się pod nim dyrektor szpitala – ale być może taka jest procedura.
 – Jakie przesłanki kierowały szpitalem kierującym wniosek do sądu? Jakie zarzuty do pracy medyków macie Wy jako rodzice nowo narodzonego dziecka? 
Zarzut sformułowany we wniosku do sądu jest dla mnie absurdalny, bo nie wiem na jakiej podstawie szpital podejrzewa, że nigdy nie zaszczepimy dziecka oraz że zagrażamy jego zdrowiu i życiu.
Natomiast my możemy wskazać wiele naruszeń procedur medycznych po stronie szpitala:
– Przed porodem w szpitalu otrzymałam antybiotyk, tym samym otrzymało go moje dziecko. Producent szczepionki BCG jako przeciwwskazanie do szczepienia podaje niedobory odporności (a to spodziewane następstwo antybiotykoterapii).
– Brak badania kwalifikacyjnego do szczepienia, tym samym brak zaświadczenia o przeprowadzeniu takiego badania – do czego zobowiązuje lekarza ustawa.
– Wymuszenie podpisania oświadczenia o odmowie szczepienia, które nie ma umocowania w żadnej podstawie prawnej.
– Nie udzielenie informacji na temat zabiegu medycznego (szczepienie), co jest konieczne do udzielenia przez pacjenta świadomej zgody na zabieg.
– Zastraszanie i groźby wobec mnie ze strony pani ordynator, nawet w obecności innych pacjentów.

Dziękujemy za rozmowę.

Protest pod sądem w obronie rodziny: zdjęcia i video

Relacja video spod sądu cz. 1

Relacja video spod sądu cz. 2

Transmisja na FB. cz I 

Transmisja na FB cz. II

Transmisja na FB cz. III

Transmisja na FB cz. IV

Na stronie Stop NOP znajdziecie zdjęcia z protestu pod sądem, zapraszam do obejrzenia.


Mój komentarz w tej sprawie – Maria Sobolewska (astromaria):

Szpitale są podmiotami gospodarczymi świadczącymi usługi i muszą być rentowne. Nierentowne szpitale są zamykane, a lekarze zwalniani. Takie są prawa rynku obowiązujące wszystkich, którzy na nim działają. Czy urynkowienie służby zdrowia jest moralnie dopuszczalne to temat na osobną dyskusję, powiem tylko tyle, że zdrowi ludzie nie potrzebują ani lekarzy ani szpitali, a to oznacza, że lekarze nic na nich nie zarobią, a szpitale zbankrutują. Żeby zarabiać lekarze potrzebują chorych. Jak najwięcej chorych, bo im ich więcej tym lepiej biznes się kręci i obficiej sypie się kasa. Żeby się biznes kręcił zdrowych ludzi trzeba przerabiać na chorych, po czym ich długo i nieskutecznie leczyć, ale nigdy nie wyleczyć, bo pacjent wyleczony to klient stracony. Resztę przemyślcie sobie sami.

Za dalszą część komentarza nich posłuży cytat z mojej strony o szczepieniach:

Rodzicu, dlaczego boisz się lekarza pediatry?

Dlaczego pozwalasz się zastraszać i terroryzować pracownikowi najemnemu, którego zatrudniasz i który jest twoim podwładnym?

Lekarz jest jedynie konsultantem i doradcą, czyli jest pracownikiem zatrudnionym i opłacanym przez rodzica, a więc jest jego PODWŁADNYM. Lekarz przedstawia rodzicowi swoją ofertę biznesową, w tym przypadku sprzedaży i wykonania szczepień, którą rodzic może zaakceptować lub odrzucić. Osoba oferująca dowolną usługę nie posiada żadnej władzy nad nabywcą usługi! Oferentowi nie przysługuje prawo do zmuszania nabywcy do jej przyjęcia ani tym bardziej do szantażowania go i terroryzowania w przypadku odmowy. Straszenie jakimś Bardzo Groźnym Urzędem (sanepidem), grzywnami, policją, sądem i pozbawieniem praw rodzicielskich w przypadku odrzucenia oferty biznesowej jest poważnym przestępstwem i dlatego, jeśli coś takiego ci się zdarzy, to ty (a nie lekarz) powinieneś wezwać policję do gabinetu i złożyć doniesienie do prokuratury.

Czy prywatne firmy, których jedynym celem jest wypracowywanie wielkich zysków mają prawo zmuszać terrorem konsumentów do nabywania ich wyrobów, np. samochodów? Jeśli każą ci zapłacić grzywnę za nieszczepienie to jest to takie samo bezprawie, jakby kazali ci zapłacić grzywnę za niekupienie lodówki. Nieposiadanie lodówki też można uznać za potencjalne zagrożenie dla zdrowia publicznego – jeśli zjesz nieświeże to dostaniesz biegunki, zwanej dziś naukowo „zakażeniem przez rotawirusy” lub „salmonellozą” i możesz zarazić tym innych. Dlatego ktoś może chcieć zmusić cię do kupienia lodówki, odkurzacza, Domestosu lub czegokolwiek co pomoże zachować higienę i żądać grzywien za niestosowanie się do tego nakazu.

Niszczenie zdrowia naszych dzieci wszczepianiem bakterii, wirusów i toksyn takich jak rtęć, aluminium formaldehyd itp. to złoty interes dla „rynku zdrowia”. Zamieniając zdrowe dzieci na przewlekle chore tworzy się potężny rynek usług medycznych, leków, zabiegów, sprzętu rehabilitacyjnego itp. Szczepienia to kura znosząca złote jaja dla wszystkich związanych z farmacją i usługami medycznymi!
Reklamy

Promyk nadziei…

Prof. Maria Dorota Majewska (VAERS)

Rosyjscy politycy włącznie z Putinem już dawno zrozumieli, że promowany przez WHO współczesny program szczepień przeładowany toksycznymi szczepionkami i opracowany pod dyktando karteli farmacji (spadkobierców hitlerowskich koncernów chemicznych, które produkowały cyklon), jest planowym programem zniewalania, neurologicznego okaleczania i eksterminacji pewnych wyselekcjonowanych narodów. Dlatego Duma i Putin kilka lat temu wprowadzili w Rosji pełną dobrowolność szczepień. http://yournewswire.com/putin-western-governments-are-enslaving-humanity-through-vaccines/

Te mądre decyzje sprawią, że rosyjskie dzieci, a potem młodzi ludzie będą zdrowi i inteligentni, w przeciwieństwie do coraz bardziej schorowanych i upośledzonych dzieci amerykańskich i polskich, które od pierwszych godzin życia są trute koktajlem toksycznych szczepień i innych chemikaliów. Dalekosiężne skutki tych różnic w traktowaniu dzieci są łatwe do przewidzenia. Kraje, które okaleczają swe dzieci, nie mają szans ma pomyślny rozwój, a gdyby doszło np. do konfliktu zbrojnego między USA-Polską i Rosją, nietrudno się domyślić, kto by zwyciężył. Na pewno nie wygrają okaleczeni fizycznie, neurologicznie i upośledzeni umysłowo żołnierze koalicji USA-Polska, co otwarcie przyznają amerykańscy generałowie.

Wydarzenia sprzed kilku dni, kiedy zdesperowani polscy rodzice musieli porwać ze szpitala swego noworodka i ukryć się, aby go uchronić przed szczepiennym/chemicznym okaleczeniem przez skorumpowanych lekarzy oraz zemstą przekupionego sądu, który chciał im odebrać prawa rodzicielskie za obronę własnego dziecka, dowodzą, że Polacy są narodem przeznaczony do szczepiennego zniewolenia lub eksterminacji. I to za własne pieniądze. Totalitarny przymus szczepień w Polsce, jakiego nie ma w żadnym innym europejskim kraju poza Bułgarią, jest narzędziem karteli farmacji służącym do realizacji tego złowrogiego planu.

Jak po tym szpitalno-sądowym skandalu zachowuje się polski rząd? Min. Radziwiłł odstawił publiczny cyrk demonstrując, jak to ochoczo poddaje się jakiemuś szczepieniu i przeżył – co miało świadczyć, że szczepienia są bezpieczne. Na szczęście, coraz mniej Polaków nabiera się na takie medialne przedstawienia. Primo – nie wiemy, co mu wstrzyknięto, prawdopodobne, że była to sól fizjologiczna. Secundo – aby być wiarygodnym, p. Radziwiłł musiałby dać sobie wstrzyknąć na raz 6 szczepionek, które podaje się niemowlętom w dawkach pomnożonych przez 15. Czyli powinien dostać na raz 15 dawek np. szczepionki heksawaletnej, zakupionych w przypadkowej aptece przez społeczną komisję, odpakowanych publicznie i wstrzykniętych przez społecznie wybraną pielęgniarkę. Gdyby przeżył w zdrowiu te szczepienia (co wątpliwe), wtedy mógłby twierdzić na podstawie własnego doświadczenia, że to szczepienie jest bezpieczne dla niego. Inaczej, nie ma prawa wypowiadać się nt. bezpieczeństwa szczepień, bo ich nie testował nawet na sobie. O nauce, o tysiącach danych wskazujących na wielkie zagrożenie dla zdrowia ze strony współczesnych szczepień, o milionach zeznań rodziców mówiących o ciężkich NOPach u dzieci, o miliardach dolarów odszkodowań wypłaconych za NOPy w USA, i o zeznaniach naukowców z rządowej agencji CDC, którzy przyznali się do fałszowania wyników badań dotyczących bezpieczeństwa szczepień, pan Radziwiłł ewidentnie nie ma pojęcia, albo świadomie ignoruje te dane. Jak taki człowiek może decydować o zdrowiu i życiu milionów Polaków?

Z drugiej strony Premier Szydło obiecała, że spotka się z rodzicami ofiar toksycznych szczepień, którzy domagają się ich dobrowolności oraz odszkodowań za ciężkie NOPy. To promyk nadziei, że uda się dojść do jakiegoś kompromisu. Nie można odstępować od żądań indywidualnego prawa wyboru – czy, kiedy i czym się szczepić – takiego, jakim cieszą się inne narody Europy. Dzieci nieszczepione nie stanowią żadnego zagrożenia dla szczepionych, które teoretycznie są chronione, tym bardziej, że nieszczepione są znacznie zdrowsze od szczepionych, zaś świeżo zaszczepione są często nosicielami chorób zakaźnych. Wieloletnie doświadczenia krajów zachodnich, gdzie szczepi się mało lub wcale, pokazują, że nie ma tam żadnych epidemii i mimo, iż niektóre dzieci chorują na choroby zakaźne (podobnie jak w Polsce), praktycznie nikt dziś na nie nie umiera. Redukcja lub zaniechanie szczepień na zachodzie skutkuje spadkiem umieralności niemowląt i małych dzieci oraz mniejszą zachorowalnością na choroby chroniczne, w tym autyzm, niż w USA czy w Polsce.

Mój (MS) komentarz na temat „porwania” własnego dziecka przez rodziców: Rodzice uprowadzili swoje własne dziecko, a mój sąsiad ukradł swój własny samochód

Groźne nanocząstki w szczepionkach

Prof. Maria Dorota Majewska (VAERS)

Jak już wcześniej pisałam, badacze Antonietta Gatti I Stefano Montanari z prestiżowego włoskiego Instytutu Nauki i Technologii opublikowali w 2016 r. wyniki analiz czystości 44 powszechnie stosowanych szczepionek dla dzieci i dorosłych i ujawnili, że wszystkie one zawierały znaczne ilości toksycznych, nieorganicznych – metalicznych i innych – zanieczyszczeń w postaci micro- i nanocząstek, agregatów, kryształów, precypitatów o wielkości od 100 nanometrów do ok. 10 mikronów.

New Quality-Control Investigations on Vaccines: Micro- and Nanocontamination (publikacja w załączniku).

Zanieczyszczenia te (włączające: ołów, chrom, żelazo, tytan, brom, silikon, bar, cynk, aluminium, stront, bizmut, siarka, cyrkon, złoto, wapń, miedź, nikiel, cer, wolfram, srebro, mangan, chrom, hafn) w postaci cząstek i agregatów nie były wymienione w firmowych ulotkach szczepionek. Są one obce dla komórek, nie są biodegradowalne i tworzą toksyczne kompleksy z innymi organicznymi i nieorganicznymi składnikami szczepionek oraz komórek. Jedynie szczepionki przeznaczone dla kotów były pozbawione tych zanieczyszczeń.

Autorzy publikacji nie wiedzą skąd te bardzo zróżnicowane, toksyczne zanieczyszczenia wzięły się w szczepionkach. Nie ma możliwości, by pochodziły z normalnych procesów produkcyjnych, gdyż biologiczne preparaty medyczne powinny być ściśle kontrolowane. Można się domyślać, że albo do produkcji szczepionek użyto ścieków przemysłowych, albo celowo dodano do nich te zanieczyszczenia. Ponieważ dziś większość leków i szczepionek (także zachodnich firm) jest produkowana w Chinach, Indii, Wietnamie czy Korei, prawdopodobnie tam pojawiły się te zanieczyszczenia. Metaliczne nanocząstki (szczególnie dwutlenek tytanu) są też dodawane do wielu leków, suplementów, kosmetyków, a nawet do żywności – co zwiększa ich toksyczny ładunek w organizmie.

Trujące działanie metali zanieczyszczających szczepionki zostało opisane w tysiącach publikacji naukowych – są one silnie neurotoksyczne, immuno- i genotoksyczne. Uszkadzają DNA, zmieniają ekspresję genów, wywołują choroby neurologiczne, nowotworowe, immunologiczne, chroniczne stany zapalne, działają teratogennie. Szczególnie groźne są zanieczyszczenia w postaci nanocząstek.

Nanocząstki metali, wbudowane do błon komórek i wnikające do ich wnętrza, zmieniają też fizjologię komórek poprzez interakcje z kanałami jonowymi w błonach oraz z DNA w jądrze. Pozwala to na zdalne sterowanie (pobudzenie lub hamowanie) aktywności neuronów, mózgu i kontrolę behawioru organizmu przy pomocy bodźców magnetycznych, optycznych, dźwiękowych, ultradźwiękowych, i innych) (https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/27013938). Osobniki naładowane nanocząstkami metali można zatem uznać za cyborgi, gdyż potencjalnie ich aktywność i zachowanie mogą być sterowane zdalnie przez zewnętrzne siły, urządzenia, czy osoby. Można tu sobie wyobrazić np. przyszłe armie bezwolnych żołnierzy, czy niewolników.

Ponieważ żaden rząd lub urząd medyczny, które wymuszają masowe szczepienia dzieci, nie informuje pacjentów lub ich rodziców o groźnych zanieczyszczeniach szczepionek, przymusowe szczepienia należy uznać za gigantyczne, nielegalne, kryminalne eksperymenty pseudomedyczne na całych narodach, których prawdziwe cele pozostają ukryte.

Na dzisiejszym etapie rozwoju nauki nie należą już one do sfery science fiction, lecz są złowrogą rzeczywistością i zagrożeniem dla życia całych narodów oraz naszego gatunku. Fakt, że przymusowe toksyczne szczepienia stosowane są tylko w krajach Europy Wschodniej nie wymaga tu komentarza.

Metale w szczepionkach.pdf

Poszczepienna zapaść społeczeństw

Prof. Dorota Maria Majewska (VAERS)

Wcześniej pisałam o tym, że USA, podobnie jak inne intensywnie szczepiące kraje, w szybkim tempie się degenerują, ponieważ ciężko okaleczone szczepieniami dzieci i młodzi ludzie nie nadają się do normalnej nauki i odpowiedzialnej pracy.  Normalne niegdyś szkoły zamieniają się w kliniki zajmujące się serwowaniem leków oraz w ośrodki specjalnej opieki i edukacji dla dzieci chorych i upośledzonych.  Dramatycznie ciągle spada iloraz inteligencji dzieci i młodzieży, tak że brakuje już dostatecznie zdolnych młodych ludzi, którzy kwalifikują się na studia wyższe oraz do kształcenia w zawodach wymagających inteligencji,  zdolności do myślenia i skupiania się.

Często pojawiają się w mediach artykuły alarmujące, że amerykańskie dzieci i młodzież są coraz głupsze i są już najgłupsze na świecie.  A przecież przed laty USA przodowały w wyższym wyksztalceniu obywateli i znajdowały się w awangardzie postępu naukowego i technologicznego świata, więc miały miliony wybitnie zdolnych ludzi.   Z niepokojem pisze się też o znikaniu zdolnych do pracy mężczyzn.  W 1957 r. w USA  97% mężczyzn w wieku 25-54 lat było na rynku pracy, a dziś ich liczba zmniejszyła się do ok. 89% i ciągle spada.  Dziennikarze i „eksperci medialni” wymyślają coraz to bardziej egzotyczne teorie na wytłumaczenie tego zjawiska,  lecz nikt w mediach nie wykazuje dość wiedzy, uczciwości lub odwagi, żeby przyznać oczywiste, że to amerykański skandalicznie skorumpowany przez kartele farmacji system szczepień, jest odpowiedzialny za masowe okaleczenie trującymi szczepieniami prawie całego amerykańskiego społeczeństwa, wskutek czego stało się ono dysfunkcjonalne.  To upośledzenie społeczne widać już na każdym kroku. Rzetelni naukowcy przewidują, że całkowita zapaść amerykańskiego społeczeństwa nastąpi prawdopodobnie wciągu najbliższych 20 – 30lat.

Należy oczekiwać, że równie skorumpowany polski system przymusowych, toksycznych szczepień wkrótce doprowadzi do podobnego kolapsu demograficznego także w Polsce. Polacy dziś emocjonują się zamieszaniem wokół planowanych przez PIS reform w sądownictwie, lecz nadal – dzięki zakłamanym, skorumpowanym mediom – pozostają głusi i ślepi na galopującą poszczepienną degeneracją biologiczną polskich dzieci i młodzieży, która może się  skończyć zagładą dla naszego narodu.

Radykalna reforma programów szczepień dzieci, zwanych eufemistycznie „ochronnymi”,   oraz zniesienie ich przymusu są konieczne dla ratowania zdrowia i egzystencji naszego narodu.  Te zmiany są nawet pilniejsze do przeprowadzenia niż reformy sądownictwa albo powinny być realizowane równocześnie.  Socjalny program 500+  uratował tysiące polskich dzieci przed głodem i degeneracją z biedy, lecz w żaden sposób nie zrekompensuje i nie uleczy trwałego poszczepiennego kalectwa, które dotyka już setek tysięcy polskich dzieci i młodzieży. Potrzebujemy szybkiego prezydenckiego dekretu albo sejmowej ustawy, które całkowicie zniosą przymus szczepień „ochronnych” w Polsce i nałożą surowe kary na urzędników medycznych lub wojewodów, którzy stosują wobec Polaków sprzeczny z Konstytucją RP i prawami człowieka przymus szczepień.

http://www.ageofautism.com/2017/07/where-have-all-the-young-men-gone-long-time-passing.html

http://www.ageofautism.com/2017/07/special-ed-should-be-renamed-regular-ed.html

Naczelna Izba Lekarska domaga się łamania prawa, zapisów Konstytucji, Karty Praw Pacjenta oraz Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka ONZ

Zupełnie prywatne stowarzyszenie kilku doktorków, nieposiadające żadnych uprawnień do narzucania komukolwiek jakichkolwiek swoich pomysłów, ale skutecznie zastraszające nieznających własnych praw lekarzy i rodziców znowu wściekle ujada, bezczelnie żądając od „resortu” (chyba ma na myśli Ministerstwo Chorób i Siedmiu Boleści) „podjęcia prac zmierzających do wprowadzenia obowiązku przedstawienia przed przyjęciem do żłobka, przedszkola oraz szkoły zaświadczania potwierdzającego wykonanie u dziecka szczepień obowiązkowych”.

Wystraszyliście się?

Ludzie, spokojnie!

Nie ma prawnego przymusu szczepień! Obowiązek to nie to samo co przymus! Obowiązek poddania dziecka szczepieniom nie jest obowiązkiem prawnym, lecz obywatelskim, co oznacza dobrowolność w tym względzie.

Karta Praw Pacjenta mówi o wyrażeniu dobrowolnej ZGODY na zabieg (szczepienie to też zabieg!), a nie o przymusie poddawania się mu.

Każde dziecko jest objęte obowiązkiem (zwanym „przywilejem) szkolnym. Kto nie posyła dziecka do szkoły ten musi się liczyć z karą.

NIL to samozwańcza grupa, która działa w interesie przemysłu farmaceutycznego, dążącego do wprowadzenia przymusu kupowania jego produktów i karania za odmowę ich nabywania. Równie dobrze producenci pralek mogą zacząć żądać wprowadzenia przymusu posiadania ich sprzętu i domagać się karania tych, którzy go nie chcą nabyć, argumentując, że nie używając pralki stanowisz zagrożenie dla higieny i zdrowia całego społeczeństwa.

Nie przejmujcie się takimi wiadomościami. Sezon ogórkowy mamy w pełni i tak to potraktujmy. Kiedyś wszyscy szukali potwora w Wiśle, a dziś NIL szuka naiwnych, którzy dadzą się zastraszyć i ogłupić. Na szczęście głupich jest coraz mniej i to powinno nas cieszyć.

Szwecja zakazuje szczepień obowiązkowych

Prof Maria Dorota Majewska (VAERS)

LA SVEZIA VIETA LE VACCINAZIONI OBBLIGATORIE…

Maurizio Blondet     26 maj 2017      tłum. RAM

10 maja 2017 Parlament szwedzki odrzucił 7 propozycji mających na celu wprowadzenie w kraju szczepień obowiązkowych. Rząd Szwecji stwierdził, że polityki zmuszania do szczepień są sprzeczne z prawami konstytucyjnymi obywateli.

Szwecja zamiast ustąpić pod naciskiem firm farmaceutycznych i przerażających taktyk  mass-mediów mainstream’owych – aplikuje decyzję o niestosowaniu szczepień przymusowych, określając je jako pogwałcające Konstytucję.

Różne czynniki wpłynęły na to postanowienie. Z jednej strony zadziałała presja obywateli, okazujących w jawny sposób ich sprzeciw wobec tego rodzaju przymusu – posłowie odnotowali obecność  „dużego sprzeciwu w stosunku do jakichkolwiek form zmuszających do szczepień”.

Z drugiej zaś –  posłowie (podczas obrad Parlamentu) cytowali dane nadesłane przez szwedzki system opieki zdrowotnej (NHF), które ujawniają pojawienie się po szczepieniu przeciwko MMR (odra – świnka – różyczka) częstych i  „bardzo poważnych reakcji niepożądanych”,  przy czym dodali, że tego rodzaju skutki uboczne – wymienione są ulotce informacyjnej dołączonej do szczepionki.

Ponadto, politycy podkreślili, że podobne ryzyko nie ogranicza się jedynie do szczepionki MMR, ale dotyczy także innych szczepionek, powodujących  „podobne reakcje niepożądane”.

Tekst oryginalny decyzji po szwedzku pod linkiem: Riksdagen röstade Nej till alla vaccinmotioner