To nie szczepienia zlikwidowały epidemie!

Uwaga, to, co piszę poniżej może być niebezpieczne dla osób o wrażliwym żołądku, więc przed przeczytaniem proszę nabrać głęboko powietrza w płuca.

Dziś żyjemy w cudownym świecie: wszyscy, nawet na wsiach, mamy czystą, ciepłą bieżącą wodę w kranach, mydło, pralkę automatyczną, zmywarkę, odkurzacz, plastikowy kubeł, mop i Domestos, a przy każdym sedesie wisi mięciutki, pachnący papier toaletowy. Nasze mieszkania są przewiewne, czyste, ciepłe i słoneczne. Wiemy, że po skorzystaniu z toalety należy umyć ręce. Myjemy je również przed jedzeniem i zawsze, kiedy tylko czujemy, że stają się lepkie. Rano bierzemy prysznic, lubimy też moczyć się w wannie pełnej piany.

Ale nie zawsze tak było!

taraKiedyś woda była tylko w rzece, jeziorze lub zbiorniku na deszczówkę. Później pojawiły się studnie. Jeszcze później doprowadzono wodę do domów, ale w większości z nich był tylko jeden wspólny kran, na korytarzu lub na podwórku, więc wodę do mieszkań nosiło się w wiaderku. Ludzie myli się w misce, chlapiąc na podłogę, więc ograniczali się do mycia twarzy i rąk, a od święta szyi, uszu i nóg. Pranie robiło się w balii i z użyciem tary.

Czy wiecie, skąd wzięło się powiedzenie „wylać dziecko wraz z kąpielą”?

Kiedyś ludzie kąpali się raz w roku! Tak, RAZ W ROKU. Od wielkiego święta. Gospodyni grzała kocioł wody i wlewała do balii. W tej balii kąpali się wszyscy po kolei. Pierwszy kąpał się ojciec, potem matka, potem najstarsze dzieci, a na końcu najmłodsze. Jeśli rodzina była liczna, woda była tak brudna i nieprzezroczysta, że najmłodsze było w niej niewidoczne. Można więc je było wylać razem z wodą.

Za potrzebą chodziło się za stodołę, później pojawiły się „sławojki”, a jeszcze później ustępy z bieżącą wodą w mieszkaniach (do dziś stoją stare kamienice, w których ustęp jest wspólny, dla całego piętra) i w końcu łazienki z wanną i bidetem.

A teraz najważniejsze (proszę nabrać powietrza): nie było papieru toaletowego! Ludzie podcierali się liściem, słomą lub (za przeproszeniem) gołą ręką. A ponieważ nie było również wody, więc rękę wycierali w trawę, ścianę lub piasek.

A potem takimi rękami jedli.

To była prawdziwa przyczyna chorób, zaraz i masowych zgonów.

Nie było też lodówek ani zamrażarek. Zabite zwierzę trzeba było zakonserwować solą, saletrą lub szybko uwędzić. Zatrucia pokarmowe były powszechne.

TO NIE SZCZEPIENIA ZLIKWIDOWAŁY CHOROBY!

ZLIKWIDOWAŁY JE: PAPIER TOALETOWY, BIEŻĄCA WODA I MYDŁO.

Reklamy

3 myśli nt. „To nie szczepienia zlikwidowały epidemie!

  1. Pingback: Szczepionki… czy aby na pewno skuteczna ochrona przed chorobami? | eternityandfingerprints

  2. No I tak swieta prawda .Kapiel rodzinna mialam, papieru brakowalo ,ale byly gazety.Ale byla zdrowa zywnosc jakie to bylo wszystko smaczne.

  3. Oj, jakie było smaczne!!! Kartofelki miały zupełnie inny smak, jadło się ja na obiad ze słoninką i nic więcej się nie chciało, bo smakowały jak królewskie danie. Mleko samo się zsiadało, nie trzeba było kupować drogich bakterii, żeby je zaszczepić i ukwasić. Chleb ze śmietaną i cukrem, to była uczta!!! A za potrzebą szło się z kawałkiem gazety do sławojki, gdzie bzyczały muchy i hulał wiatr i nikt nie krzyczał, że to niehigieniczne. Jakoś nikt od tego nie umarł, dzieci chowały się zdrowo, nie to co dziś, kiedy każde ma alergie i potrzebuje inhalatora. Kiedyś dzieci nie umierały na raka, a dziś tak i nikogo to już nie dziwi poza takimi starymi babami jak ja.

Jeśli twój komentarz się nie ukazał zajrzyj na stronę Zasady komentowania bloga (na górze)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s