O sposobach działania lobby szczepionkowego

Z bloga xebola

Jim Marrs jest znanym w Stanach Zjednoczonych dziennikarzem śledczym poruszającym niewygodne dla władzy kwestie, takie jak prawda stojąca za zamachem 11 września czy Nowy Porządek Świata. Jak dotąd w języku polskim ukazały się tylko dwie publikacje tego autora: „Oni rządzą światem. Tajna historia łącząca Komisję Trójstronną, wolnomulasrwo i piramidy egipskie” oraz „Ściśle tajne. Odkryj tajemnice ery cyfrowej.”

Jego nowa książka zatytułowana „Kontrola ludzkości – czyli jak zabijają nas właściciele korporacji ” ujawnia m.in. tajniki działania lobby szczepionkowego. Na podstawie prawdziwych historii wybitnych lekarzy autor przedstawia nam, w jaki sposób koncerny farmaceutyczne przamykają usta zarówno lekarzom jak i naukowcom.

Tekst źródłowy:
http://www.naturalnews.com/050334_population_control_Jim_Marrs_autism_debate.html
z dn. 8.07.2015

injection

Wielokrotnie nagradzany dziennikarz śledczy i badacz teorii spiskowych, Jim Marrs, wydał właśnie swoją nową książkę pt. „Kontrola populacji – czyli jak zabijają nas właściciele korporacji.”

Ta fenomenalna pozycja przedstawia różne sposoby niszczenia Ameryki przez G.O.D. (tj. globalny monopol na broń, ropę i leki, z ang. Guns, Oil and Drugs). Nie przeczytałem jeszcze tej książki, ale wiedząc, że jej autorem jest Jim Marrs, nic więcej nie muszę wiedzieć. Marrs jest jednym z ostatnich prawdziwych dziennikarzy śledczych w dzisiejszych Stanach Zjednoczonych. Facet, który się nie boi, jest inteligentny i skrupulatny. Do książek wprowadza swoją rozległą wiedzę na temat historii, spisków, korupcji i zmowy rządu z przemysłowcami. Moim zdaniem, na tej planecie nikt lepiej nie składa całości do kupy jak Jim Marrs. Dlatego czujemy się zaszczyceni mogąc przytoczyć poniżej fragmenty jego najnowszej książki: „Kontrola populacji”.

Przeczytaj fragment: Historie czterech lekarzy uczestniczących w debacie o szczepionkach i autyzmie

Poniższe historie czterech wybitnych lekarzy, biorących udział w debacie na tematu autyzmu, tj. Briana Hooker’a, Andrew Wakefield’a, Thomasa Verstraeten’a oraz Poula Thorsen’a – pomogą wyjaśnić, dlaczego potężne siły tak bardzo chcą zagłuszyć wszelkie głosy krytyki wobec szczepionek.

Brian Hooker ma tytuł doktora inżynierii biochemicznej oraz nastoletniego autystycznego syna. Choroba dziecka sprawiła, że Hooker, z pomocą dwóch kongresmenów, spędził dziesięć lat swojego życia wysyłając do amerykańskiego Centrum Zwalczania i Prewencji Chorób (agencja rządowa Stanów Zjednoczonych, w skrócie CDC) pisma w ramach Ustawy o Wolności Informacji. Jego ponad sto zapytań dotyczyło kwestii związku zawierającego rtęć tiomersalu z różnymi zaburzeniami. W odpowiedzi doktor otrzymał tysiące dokumentów, w których jednak wiele kluczowych informacji zamazano. Wśród nadesłanych znalazły się wyniki pięciu badań zleconych przez CDC przed 2004, których wyniki nie potwierdziły jakiegokolwiek związku tiomersalem a autyzmem.

Z drugiej strony, na podstawie przeredagowanych dokumentów Hoover odkrył, że CDC miało dostęp do danych, które łączyły tiomersal ze szczepionek z autyzmem, zaburzeniami snu i mowy, ale ukrywało je przed społeczeństwem. (Nota bene do dzisiaj kobietom ciężarnym i niemowlakom podaje się szczepionki przeciw grypie zawierające tiomersal). Przykładowo, wnioski z badania przeprowadzonego w 2009 nie wspominały o wynikach, zgodnie z którymi u nienarodzonych dzieci wystawionych na działanie zaledwie 16 mikrogramów rtęci w tiomersalu w macicy prawdopodobieństwo diagnozy autyzmu regresywnego wzrosło ośmiokrotnie.

W swoich zapytaniach Hooker skupił się na wspomnianych wyżej pięciu badaniach sprzed roku 2004. Odpowiedzi prowadziły do raportu opracowanego przez Komitet ds. Badań nad Bezpieczeństwem Immunizacji działający w ramach Instytutu Medycyny. Dokument o tytule „Szczepionki i autyzm”, opublikowano w maju 2004. Raport ten, wskazując na brak istnienia związku między tiomersalem w szczepionce MMR i autyzmem, zakończył finansowanie przez rząd niezależnych badań tej kwestii.

„Większość kluczowych informacji, które otrzymałem z CDC, zostało przeredagowanych po to, by były zgodne z raportem Instytutu” – mówi Hooker dodając, że CDC nadal nie dostarczyło mu wielu danych, o które pytał.

„Chętnie podejmę dyskusję z każdym, kto uważa, że dane CDC są wiarygodne” – stwierdza Hooker. „CDC wielokrotnie i celowo ukrywało dane świadczące o związku tiomersalu z autyzmem (i innymi zaburzeniami rozwoju układu nerwowego). Oni zatajali tą sprawę stosując stronniczą manipulację statystykami. Oczywistym jest, że do całego tego problemu przyczyniła się sprzeczna funkcja CDC: adwokata szczepionek i strażnika ich bezpieczeństwa.”

Hooker zauważa także, że inne kraje, w których podaje się mniej szczepionek a tiomersal jest zabroniony, nie doświadczają takiej plagi autyzmu co Stany Zjednoczone.

Andrew Wakefield, były brytyjski chirurg i badacz, wspierał Hookera w jego drodze do prawdy. Wakefield to kontrowersyjna postać, wielokrotnie krytykowana przez medyczny establishment i media głównego nurtu. Na Wikipedii można przeczytać, że jest to „lekarz, który stał się znany po sfałszowaniu w 1998 wyników badań, które potwierdzały związek pomiędzy szczepionką przeciwko odrze, śwince i różyczce (MMR) a autyzmem i innymi chorobami”. W 2010 pięcioosobowy trybunał Brytyjskiej Rady ds. Medycyny uznało Wakefield’a winnego nieuczciwości. Zabroniono mu pracy w zawodzie, a brytyjskie czasopismo medyczne The Lancet odrzuciło jego publikację z 1998.

Jednak wyniki Wakefield’a nie są tak nieprawdopodobne, jak przedstawiają je nam media. Pod koniec 2011, fundacja zajmująca się badaniami nad autyzmem o nazwie Strategic Autism Initiative ogłosiła rozpoczęcie dochodzenia ws. badań Wakefield’a. Prowadził je dr David Lewis, były naukowiec z dziedziny mikrobiologii pracujący dla amerykańskiej Agencji ds. Ochrony Środowiska oraz członek zarządu Krajowego Centrum Informatora (ang. National Whistleblowers Center). Ponad 26 badań przeprowadzonych w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Wenezueli i Włoszech potwierdziło wyniki Wakefield’a, i mimo, że nie spotkały się one z chęcią szerszego ich upublicznienia, fundacja odrzuciła twierdzenie o sfałszowaniu swojej pracy przez Wakefield’a.

Lewis, będący także przewodniczącym Projektu ds. Badań nad Dezinformacją, twierdzi, że całe obszary badań naukowych są coraz bardziej kontrolowane przez agencje rządowe, duże korporacje i wiodące uniwersytety, które promują i chronią własne interesy. Dla nich zagłuszanie wyników niezależnych badań zagrażających ich interesom jest kwestią kluczową. Podczas gdy naukowców rzadko spotyka surowa kara ze strony rządu, przemysłu czy uczelni, to niektórzy jednak byli kłamliwie oskarżani np. o rażące zaniedbania w swoich badaniach. „Naukowcy, których to spotkało, dożywodnio doświadczają różnych nieprzyjemności z tego powodu. Na dodatek wpływa to zniechęcająco na innych badaczy, którzy mieli zamiar niezależnie zbadać daną kwestię. Kilku, jeśli w ogóle się tacy znajdą, decyduje się na przekroczenie linii ognia z rządem lub przemysłem i ryzyko rychłego cierpienia” – tłumaczy Lewis.

Dr Thomas Verstraeten. Naciski wywierane przez przemysły farmaceutyczny na kogokolwiek, kto śmiałby krytykować szczepienia powodują, że wielu lekarzy bardzo ostrożnie podchodzi do wygłaszania jakichkolwiek kontrowersyjnych oświadczeń w tym temacie. Do tej grupy należy dr Thomas Verstraeten. Verstraeten wdał się w wojnę z koncernami, kiedy w 2001 opublikował wyniki badań, których początkowa faza wydawała się wskazywać na możliwy związek tiomersalu z autyzmem. Jednakże do 2003 zdążył już zmienić zdanie stwierdzając, że jego badanie ostatecznie nie udowodniło istnienia takiego związku. Verstraeten stał się po prostu kolejnym członkiem szczepionkowego lobby.

Doktor był oskarżany o poddanie się zewnętrznym naciskom i zmianę wyników swoich badań dotyczących tiomersalu. Jeden z wewnętrznych dokumentów CDC, otrzymanych w odpowiedzi na zapytanie w ramach Ustawy o Wolności Informacji, zwierał kopię maila wysłanego przez Verstreaten’a. Pisze on w nim o swoich trudnościach w zmianie podejścia statystycznego w badaniach nad związkiem autyzmu z tiomersalem. Zmiana ta miała zaprzeczyć istnieniu takiego związku, ale Verstraeten podsumuje swoje wysiłki słowami „po prostu nie da się go wymazać.”

W czerwcu 2005 czasopismo Rolling Stone opublikowało artykuł Roberta F. Kennedy’ego Juniora zatytułowany „Śmiercionośna odporność”. Autor pisze, że rząd i przemysł farmaceutyczny działają w zmowie w celu zatajania informacji dotyczących bezpieczeństwa szczepionek. W artykule Kennedy oskarża Verstraeten’a o zmianę swoich wyników w celu dopasowania ich do stanowiska CDC, że tiomersalu z autyzmem nic nie łączy. Verstreaten na oskarżenie gwałtownie zaprzeczył, choć jego dalsza kariera sugeruje, że kłamał – wkrótce po publikacji swoich wyników Verstraeten opuścił CDC i zaczął pracować dla farmaceutycznego giganta GlaxoSmithKline. Ta zmiana pracodawcy to kolejny dowód na działającą w naszym państwie zasadę „drzwi obrotowych”, dzięki której zmienia się stanowisko pracy krążąc między rządowym ustawodawcą a pracownikiem świata korporacji. Przykładowo, dyrektor CDC Julie Gerbeding opuściła w 2009 organizację aby zostać prezesem wartego 8 miliardów dolarów oddziału szczepionkowego firmy Merck.

Poul Thorsen to kolejny lekarz i gorący zwolennik szczepionek, którego uczciwość jest dyskusyjna. Thorson jest współautorem kilku z najczęściej cytowanych badań CDC zaprzeczających istnieniu jakiegokolwiek związku między szczepionkami z tiomersalem a autyzmem. Duża część danych z tych badań nie została upubliczniona. Ale ten brak transparencji nie przeszkadzał zarówno korporacyjnym massmediom, środowisku lekarskiemu czy w końcu koncernom farmaceutycznym wychwalać eksperymenty Thorsena i przedstawiać jako dowód na to, że nic nie łączy autyzmu ze szczepionkami.

W 2014 Thorsen został oskarżony o i kradzież pieniędzy z grantu w trakcie pracy dla CDC. CDC przyznało mu grant na zbadanie duńskich chorych niemowląt: ułomnych, z autyzmem, z wadami getycznymi oraz alkoholowym zespołem płodowym. Według inspektora generalnego amerykańskiego Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej, Thorsen rzekomo przelał ponad 1 milion dolarów z tego grantu na swoje prywatne konto i dostarczał fałszywe faktury na firmowym papierze CDC do placówek medycznych biorących udział w badaniu prosząc o zwrot kosztów za pracę rzekomo opłacaną z grantu.

Aby dowiedzieć się, kto ma rację w temacie szczepień należy prześledzić drogę, którą przebywa strumień pieniędzy. Masowe inokulacje przynoszą firmom farmaceutycznym i ich najemnikom 25 miliardów dolarów dochodu, podczas gdy fizycy i badacze kwestionujący szczepionki nie dostają nic. W rzeczy samej, wielu z nich ryzykuje utratę dochodu i ostracyzm ze strony części lekarskiej społeczności. A w międzyczasie ci, którzy trąbią o korzyściach szczepionek i bagatelizują wszelkie NOP’y – czerpią z tego niebotyczne zyski.

Obecna grypa i dezinformacje handlarzy szczepionek. #6

Źródło: prisonplanet.pl

Autor: dr Jerzy Jaśkowski

Kontynuacja artykułu: Obecna grypa i dezinformacje handlarzy szczepionek #5

Brithis Medical Journal opublikował oświadczenie Edytorskie:

wyolbrzymianie grypy AH1N1 jest sterowane, a oszustwa kampanii strachu przez kompleks farmakologiczny spowodowały, że wiarygodność WHO i globalnego systemu zdrowia zostały poważnie nadwyrężone.

Komitet Zdrowia Rady Europy stwierdził natomiast, że:

„poważne zaniedbania oraz brak przejrzystości w działaniach WHO” …. , „macki firm farmaceutycznych GSK i Roche Ag są na wszystkich szczeblach decyzyjnych”.

WHO odmówiło podania nazwisk 16 ekspertów, którzy „podjęli” decyzję ogłoszenia pandemii. Oczywiście producenci tych szczepionek śmieją się z tych pogróżek i nadal mają otwartą drogę do banków.

Być może należy wprowadzić, w związku z kryzysem ekonomicznym i wymuszaniem wprowadzenia eutanazji nowe hasło polityczne dla młodych z dużych miast, wykształconych po licencjatach:

„WNUCZKU chcesz „usunąć” dziadka, babcię, zafunduj im szczepionkę przeciw GRYPIE”.

Morbility and Morality Weekly Report z 09 sierpnia 1985 roku przedstawił wyniki badań przeprowadzonych przez Departament Służby Zdrowia Stanu Connecticut. Przebadano wśród mieszkańców domów opieki trzy niezależne epidemie wywołane wirusem A. Badacze stwierdzili, że podczas każdej epidemii grypy, mieszkańcy, którzy otrzymali ostatnio zalecane szczepionki przeciwko tej chorobie chorowali tak samo jak inni.

„Brithish Medical Journal” z 29 września 1990 roku podał, że porównanie 16 badań przeprowadzonych od 1972 roku w domach starców wykazało zaledwie 27% ochronę w przypadku grypy AH3 N2 w grupie wirusów B ochrona wynosiła ok 21%. Przeciwko wirusowi A brak było ochrony. Nawet dr Albert Sabin, twórca doustnej szczepionki przeciwko Polio wystąpił z wnioskiem o zaniechanie tego procederu podając, że szanse wystąpienia epidemii wynoszą jak 1: 10 000. Dr Sabin stwierdził, że na każdy milion zaszczepionych zachoruje 190 000 dzieci w ciągu 24 godzin. Już w 1997 roku słynne z wypowiedzi prof. mgr Lidii Brydak, Centrum Kontroli Chorób z Atlanty podało, że: „DOWODY WSKAZUJĄ, ŻE SZCZEPIONE OSOBY SĄ 1000% bardziej narażone na paraliż Gullian- Barre, GBS aniżeli osoby nie szczepione”.

Bardzo głośna, także w Polsce była sprawa dr A.Wakefielda, który rzekomo sfałszował dane dotyczące związku szczepień z autyzmem. Pomimo, że sprawa została opublikowana w 1999 roku i 17 innych niezależnych ośrodków naukowych w minionym okresie potwierdziło związek występowania wirusa wszczepionego z zapaleniem przewodu pokarmowego, w Polsce nadal tzw. czasopisma medyczne nie zamieściły sprostowania. Mało tego, żaden z profesorów „wieszających psy” na dr Wakefieldzie nie czuje się zobowiązany do przeproszenia go w tej samej formie jak go obrażał.

Pomimo udowodnienia przez 16 ośrodków naukowych tez dr A.Wakefielda, w Polsce rzekomo medyczny biuletyn Medycyna Praktyczna do tej pory nie wycofała artykułów szkalujących go. Nadal wprowadza w błąd PT Kolegów Lekarzy co do istoty problemu (Linki: LINK, LINK, LINK, LINK). I kto tutaj jest oszustem?

P. prof. mgr Lidia Brydak w wystąpieniach telewizyjnych często powołuje się na CDC z Atlanty, dziwnym trafem zapomina permanentnie poinformować telewidzów o fakcie korupcji i fałszowaniu wyników badań dotyczących autyzmu. Okazało się, że pracownik CDC z Atlanty, Paul Thorsen lat 49, dostał aż 11 000 000 dolarów na udowodnienie, że nie ma związku szczepień z autyzmem. Facet był na tyle cwany, że postanowił przeprowadzić badania w placówce odległej od Atlanty. W tym celu wybrał maleńką Danię. Badania prowadził w okresie od 2000 do 2009 roku. Thorsen w 2002 roku przeniósł się do Danii i został kierownikiem prac badawczych. Akt oskarżenia zarzuca mu m.in pranie brudnych pieniędzy i fałszowanie wyników za co grozi mu co najmniej 20 lat więzienia. Ciekawe dlaczego P. prof.mgr Lidia Brydak o tym fakcie zapomina poinformować telewidzów i w dodatku powołuje się na wyniki tych badań.

A dr W. Frosehaver w 1986 stwierdził: „Ryzyko związane z poważnymi komplikacjami w wyniku szczepień przeciwko grypie jest znacznie większe od samej grypy”. I to jest jasne dla lekarzy praktyków. O perfidii ludzi związanych z handlem szczepionkami świadczą sposoby dezinformacji społeczeństwa. Na początku lat 90-tych, kiedy wybuchła epidemia autyzmu, branża szczepionkarska wprowadziła nową chorobę „zespół potrząsanego dziecka”. Była to taka sama dezinformacja jak w roku 1940 usłużni idioci [Goldman alias Lenin] z dyplomami lekarskimi wprowadzili do medycyny informację, że toksyczny odpad jakim jest fluor zapobiega próchnicy zębów, czy wprowadzona przez urzędników prezydenta Forda informacja o szkodliwości cholesterolu związana ze wzrostem cen jajek na rynku amerykańskim. Pomimo, iż dawno już udowodniono fałszywość tych informacji i wykazano szkodliwość takiego postępowania, to jeszcze trzecie pokolenie stomatologów w Polsce uczy się o celowości stosowania fluoru w zapobieganiu próchnicy, czy kardiologów o rzekomej korzyści stosowania leków obniżających cholesterol.

W tej sytuacji nie należy się dziwić, że społeczeństwo jednakowo traktuje rozmaitej maści znachorów jak i medyków „dyplomowanych”.

Pojęcie zespołu MSBP w 1977 roku wprowadził do medycyny niejaki prof. Roy Meadow chcąc odsunąć podejrzenia pogarszania się stanu zdrowia dzieci po szczepieniach. W Polsce nadal reklamuje się w internecie rzekomy zespół „potrząsanego dziecka”. Mało tego, stworzono specjalne strony, na których usłużni idioci [Goldman alias Lenin] opisują SBS [mądrze bo z angielska nazwane] czyli syndrom potrząsanego dziecka. Zespół ten opisali przed 40 lat John Caffey oraz Norman Guthkelch. Jak to udowodniła dr Vera Scheibner zespół ten występował zawsze w krótkim okresie po szczepieniu. Zdarzało się, że dzieci umierały w nocy. Zeznania policjantów, którym kazano obciążać rodziców widocznymi skutkami uszkodzenia ciała wyjaśniły całkowicie bezsens i konfabulacje tych rozpoznań. Niektórzy policjanci pomimo zagrożenia utratą pracy nie chcieli pisać fałszywych raportów i oskarżać rodziców.

Zakażenia dróg oddechowych; paragrypy i grypa. [dla laików]

W medycynie akademickiej istnieje nadal podział zapalenia dróg oddechowych taki jaki opracowano w XIX wieku. Zgodnie z ówczesną wiedzą, opierając się na badaniach sekcyjnych zapalenia te podzielono na:

  1. zapalenia górnych dróg oddechowych,
  2. zapalenie tchawicy,
  3. zapalenie oskrzeli i oskrzelików
  4. zapalenie płuc.

Oczywiście, im niżej w układzie oddechowym występowało zapalenie, tym sytuacja była groźniejsza. Ten podział utrwalił się do dnia dzisiejszego w społeczeństwie, nie tylko medycznym. Niestety nie ma on praktycznie ŻADNEGO znaczenia. Opierał się na wynikach sekcji, ponieważ nie istniała chemioterapia i nie umiano specjalnie leczyć tych zapaleń. Obecnie w dobie antybiotyków i leków przeciwzapalnych powinno się wprowadzić podział zapaleń w zależności od czynnika je wywołującego. Podział taki podałem już przed ok. 10 laty. Zapalenia dróg oddechowych dzielimy na:

A/ zapalenia bakteryjne,

B/ zapalenia wirusowe,

C/ zapalenia grzybicze

D/ zapalenia chemiczne.

W uproszczeniu można go przedstawić:

A- zapalenia bakteryjne rozpoznajemy po stopniowym wzroście temperatury w kolejnych dniach trwania dolegliwości. Bakterie rozmnażają się na zewnątrz komórek i czym więcej bakterii, tym w kolejnych dniach stan chorego może się pogarszać. Powodem pogarszania się stanu chorego jest zmniejszania się powierzchni wymiany tlenu lub/i działanie toksyn. Chory staje się apatyczny, ciężko oddycha, odpluwa gęstą plwocinę o zmienionej barwie. Leczeniem z wyboru jest właściwy antybiotyk.

B – zapalenia wirusowe. Wirus rozmnaża się w komórce. Musi do niej wniknąć. Obserwujemy to jako nagły skok temperatury do 39 C, a nawet powyższej 39 C , szczególnie u dzieci, w zależności od odporności organizmu. Im większa odporność chorego tym skok temperatury większy. Po 2-3 dniach temperatura samoistnie ulega obniżeniu do 37 – 37,2 C. Może nawet spaść do 35,2 C, co jest dowodem potwierdzającym zakażenie wirusowe. Stan ogólny chorego w pierwszych dniach jest cięższy, ale w kolejnych nie pogarsza się. Wręcz przeciwnie, ulega subiektywnej poprawie. Kaszel jest suchy tzw gardłowy, chory nic nie odpluwa. Kaszel może przypominać kaszel występujący w kokluszu, suchy, napadowy, utrzymujący się kilkanaście- kilkadziesiąt sekund. Leczeniem z wyboru są leki przeciwzapalne typu diclofenac, ibuprom. Z powodu występowania potów po zażyciu tego leku aspirynę [salicylany: polopirynę, calcipirynę, asprocol] podajemy wieczorem przed położeniem się do łóżka. Dorośli mogą spokojnie wypić tzw. grzańca, gorącą herbatę z „arakiem” i położyć się pod pierzynę w celu wypocenia się. Jest to także droga eliminacji wirusa. Należy dużo pić, powyżej 2.5 litra na dzień. Praktycznie nie ma znaczenia co pijemy. W przypadku dolegliwości jelitowych można popijać pepsi- colę lub podobny napój. Kaszel, zbędny w tych zapaleniach, tłumimy podając kodeinę, azzarinę, thiocodin.

Cała teoria zapalenia wydaje się być mylna. Obowiązująca w medycynie klinicznej stara teoria mówi, że objawy zapalenia takie jak: podniesienie temperatury, obrzęk, bolesność, upośledzenie funkcji narządu są wynikiem obronnym organizmu na wniknięcie bakterii czy wirusów. Jest to pewien sposób mobilizacji sił obronnych organizmu. Wydaje się, że jest dokładnie odwrotnie. To wirusy czy bakterie powodują powstanie objawów zapalenia tak jak żołnierze w czasie ataku czy desantu wyrzucają świece dymne w celu zamazania obrazu ataku. Hamuje to w pierwszym momencie możliwości obronne organizmu. Klinicznie obserwujemy to w postaci nieswoistych objawów chorobowych, ogólnego rozbicia. Chory tak naprawdę nie potrafi powiedzieć co mu dolega. Mówi, „źle się czuję”. Dopiero po pewnym czasie ujawniają się charakterystyczne objawy pozwalające na umiejscowienie zapalenia. Po „wyklarowaniu” się sytuacji, układ obronny opanowuje inwazję i przystępuje do kontrataku. Obserwujemy to w postaci tzw. kryzysu, czyli spadku temperatury poniżej 37 C.

W „normalnym” zapaleniu wirusowym dróg oddechowych postępowanie jest stosunkowo proste.

1.Zawsze powinniśmy zostać przez te kilka dni w domu, Ludźmi niezastąpionymi przepełnione są cmentarze. Jest to szczególnie ważne w związku z podanym wcześniej opisem zapalenia tj. atakowaniem przez wirusa układu krążenia-serca. Wiek nie ma tu żadnej okoliczności łagodzącej.

2. Powinniśmy uzupełniać płyny. W zależności od intensywności pocenia ok. 3 litrów dziennie.

3. Zakażenia wirusowe są zazwyczaj krótkotrwałe, kilkudniowe, dieta nie ma więc znaczenia, nawet tzw. głodówka.

4. W przypadku objawów ze strony przewodu pokarmowego- biegunki, można stosować z bardzo dobrym efektem takie leki jak: „pepsicola, coca cola”, papki ryżowe, co najmniej 250 gram rozgotowanego ryżu nawet 2-3 razy dziennie. Nie musi być na wodzie gotowany.

5. Podajemy po takim posiłku leki przeciwzapalne w ciągu dnia np. ibuprom- do kupienia bez recepty. Dorośli 400 mg 3 razy dziennie, dzieci chodzące -100 mg 2-3 razy dziennie, maluchy 50 mg najlepiej w postaci czopka.

6. Od 2-3 dnia, w przypadku występowania kaszlu, stosujemy u dorosłych, najlepiej kodeine 20-40 mg 2-3 razy dziennie. Azarinę, Thiocodin. W przypadku podrażnień gardła zmuszającego do kaszlu wystarczają zwykłe cukierki miętowe, anyżowe lub podobne, zwilżające śluzówki.

7. Tam gdzie to jest jeszcze możliwe, znajdują się apteki potrafiące wykonać leki na zlecenie, a nie drogerie, można pokusić się na przepisanie takich proszków:

Aspirini od 0.3 do 0.5 w zależności od masy ciała chorego

Chininum hydrochlor. 0.15

Codeinum phosphoricum od 0.01 do 0.05

Coffeini natr.benz 0.05

M.F.P. Dtd, No XXX

dawkowanie. 3- 4 razy dziennie.

8. W okresie zimowym warto spożywać takie produkty jak imbir, cebulę, czosnek. Najlepszy jest imbir, ponieważ nie pozostawia swoistego zapachu podczas oddychania. Ważne: tętno u osób chorych szczególnie starszych nie powinno przekraczać 100 uderzeń na minutę. Temperatura o jeden stopień wyższa od normalnej podnosi tętno o 10 uderzeń, czyli niepokoimy się jeżeli przy temperaturze np. 39 C tętno będzie wynosiło powyżej 100 uderzeń na minutę. Zawsze w takiej sytuacji prosimy lekarza.

Problem zaczyna się dopiero kiedy po 2-4 dniach objawy nie mijają ale nasilają się. W tej sytuacji konieczna jest konsultacja lekarska. Jeżeli zwolnienie nie jest potrzebne przesiadywanie w przychodniach jest wysoce szkodliwe. Przypominam, że wirusy się bardzo szybko dzielą i można „złapać” nową mutację wirusa. Więc cyrk zaczyna się od początku. Dzieci zawsze lepiej zostawić na ten tydzień w domu, aniżeli usilnie wysyłać je do szkoły lub przedszkola.

Jerzy Jaśkowski SFMRM Kontakt do autora: jjaskow@wp.pl

Zastrzyki kalectwa, racjonalny strach

Prof. dr hab. Maria Dorota Majewska (Replika publiczna do artykułu „Zastrzyk strachu” Marcina Rotkiewicza, Polityka, nr 31/2869).

Od kilku lat naukowo zajmuję się problemem bezpieczeństwa szczepień. Ponieważ w artykule M. Rotkiewicza przedstawiono wiele tendencyjnych, fałszywych informacji i tez dotyczących zarówno szczepień jak i mojej pracy, jestem zmuszona krytycznie odnieść się do poruszonych przez niego kwestii.

Skuteczność i bezpieczeństwo szczepień

Zacznijmy od kalendarza szczepień. Autor pisze, że polskie niemowlę otrzymuje w pierwszych 18 miesiącach życia „w sumie sześć różnych szczepionek”. Jest to zmanipulowana prawda. Załączony program obowiązkowych w Polsce szczepień pokazuje, że niemowlęta otrzymują w tym okresie 26 szczepień. Niektóre szczepionki są skojarzone (np. DTP czy MMR zawierają w jednym zastrzyku drobnoustroje lub ich fragmenty wywołujące trzy różne choroby) i w żaden sposób nie można ich traktować jako jednego szczepienia, ponadto szczepienia podawane są wielokrotnie, co oznacza, że ryzyko powikłań po nich jest powielane. Pisząc, że w Polsce aplikuje się niemowlętom 6 szczepionek, autor prawdopodobnie liczył je według różnych kolorów, użytych w tabelce Głównego Inspektoratu Sanitarnego (GIS), co świadczy o jego nieznajomości tematu. (http://gistest.pis.gov.pl/ckfinder/userfiles/files/EP/PSO.pdf).

Istotną sprawą całkowicie pominiętą w ww. artykule jest fakt, że ten kalendarz szczepień jest całkowicie arbitralny. Nie ma żadnych dowodów, że został on opracowany w oparciu o rzetelne badania, które by wykazały, że podawanie niemowlętom szczepień według takiego schematu i w takich kombinacjach jest bezpieczne i skutecznie chroni przed chorobami zakaźnymi. Natomiast coraz więcej danych wskazuje, że nie są one ani bezpieczne, ani skuteczne. Dalekie od prawdy jest też twierdzenie, że szczepienia wyeliminowały większość zakaźnych chorób. Dane demograficzne z kilku krajów ujawniły, że to nie szczepienia, ale poprawa higieny i warunków życia ludności oraz wprowadzenie antybiotyków w radykalny sposób zmniejszyły zachorowalność i umieralność na choroby zakaźne już na wiele lat przed wprowadzeniem szczepień. (http://childhealthsafety.wordpress.com/graphs/; http://www.columbia.edu/itc/hs/pubhealth/rosner/g8965/client_edit/readings/week_2/mckinlay.pdf).

Fanatycy masowych szczepień fałszywie przypisują im zasługi w zmniejszaniu zachorowalności na choroby zakaźne. Coraz więcej danych pokazuje, że szczepienia nierzadko wręcz zwiększają zachorowalność na niektóre choroby zakaźne. Np. okazało się, że w ostatnich latach epidemie krztuśca w USA zdarzają się przede wszystkim wśród dzieci szczepionych; co dowodzi nieskuteczności stosowanych szczepionek.(http://www.cdc.gov/mmwr/preview/mmwrhtml/mm6128a1.htm). Podobnie w Polsce, mimo ok. 95% wyszczepienia dzieci, każdego roku tysiące chorują na krztusiec (wiadomo, że oficjalne dane są znacznie zaniżone). Analogicznie, mimo obowiązkowych szczepień szczepionką MMR (przeciw odrze, śwince, różyczce) tysiące polskich dzieci chorują każdego roku na świnkę i różyczkę. Niedawno byli pracownicy firmy produkującej szczepionki MMR ujawnili (i wytoczyli proces), że dyrekcja firmy od dawna wiedziała, że szczepionka ta jest nieskuteczna przeciw śwince i różyczce, mimo to promowali ją jako ochronę przed tymi chorobami. W tym kontekście oskarżanie rodziców, którzy nie szczepią swych dzieci, o powodowanie epidemii chorób zakaźnych jest intelektualnym i moralnym oszustwem. (http://apps.who.int/immunization_monitoring/en/globalsummary/countryprofileresult.cfm?C=pol).

Masowe szczepienia nie wyeliminowały chorób zakaźnych, a w niektórych przypadkach mogą być nawet ich przyczyną. Ochronne działanie szczepień (gdy takowe istnieje) jest krótkotrwałe, wiec po roku czy kilku latach szczepione osoby są ponownie narażone na choroby, przeciw którym były szczepione. Co więcej, niektóre szczepionki zawierają aktywne, patogenne wirusy, które mogą wywoływać choroby (np. MMR), a inne (np. DTaP, czy szczepionki przeciw pneumokokom) doprowadziły do pojawienia się zmutowanych odmian bakterii, które wywołują choroby odporne zarówno na szczepienia, jak i na antybiotyki. (http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/20833694; http://www.abc.net.au/worldtoday/content/2010/s2816659.htm; http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19935445; http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19366365; http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3067355/).

Wątpliwa skuteczność szczepień to tylko jeden problem. Znacznie poważniejszym są powikłania poszczepienne (NOP – niepożądane odczyny poszczepienne) u uprzednio zdrowych dzieci i starszych osób. Niektóre z nich zostały trwale okaleczone lub zmarły wkrótce po szczepieniach. Do niedawna (w erze przed-internetowej) nie zdawaliśmy sobie sprawy ze skali tego zjawiska, dziś wiemy, że jest ona bardzo duża i zatrważająca. W amerykańskiej rządowej bazie danych VAERS (Vaccine Adverse Events Reporting System) – jedynej publicznie dostępnej, służącej agencjom ochrony zdrowia oraz publiczności do oceny bezpieczeństwa wprowadzonych do obrotu szczepionek – zarejestrowano od 1990 r. do czerwca 2012 r. 5061 zgonów i prawie 400 000 powikłań poszczepiennych, w tym ponad 55 000 ciężkich. (http://wonder.cdc.gov/controller/datarequest/D8). Ponieważ do bazy tej zgłaszanych jest tylko ok. 5% wszystkich powikłań, liczby te należy pomnożyć przez ok. 20. Są to ogromne liczby, tym bardziej bulwersujące, że dotyczą dzieci i innych osób uprzednio zdrowych. Albo red. Rotkiewicz jest zupełnie nieświadom tych danych, albo je wygodnie dla siebie przemilcza.

Globalne ataki na naukowców

Ataki establiszmentu na niezależnie myślących ludzi nauki nie są niczym nowym, zdarzały się one od wieków. Wydawałoby się, że w XXI w. takie akty publicznej nagonki nie powinny mieć miejsca. A jednak… Wielu naukowców i lekarzy, którzy badają i kwestionują bezpieczeństwo jakichś leków czy szczepionek, jest publicznie i prywatnie atakowanych na wiele różnych sposobów. Pan Rotkiewicz przyłącza się do grona atakujących. Wbrew temu, co twierdzi, narastający opór przeciw szczepieniom nie ma nic wspólnego z osobami brytyjskiego lekarza Andrew Wakefielda czy amerykańskich badaczy Marka i Dawida Geierów. Nie jest tajemnicą, że nieustające szkalowanie tych naukowców jest sponsorowane przez producentów szczepionek, których wielomiliardowe zyski widać nieco zmalały wskutek wzrastającego uświadomienia rodziców odnośnie zagrożeń ze strony szczepień. Wychwalany przez p. Rotkiewicza brytyjski reporter, Brian Deer, który opublikował paszkwil szkalujący dra Wakefielda i jego współpracowników, jest tylko korporacyjnym narzędziem, wynajętym w celu oczernienia i zniszczenia Wakefielda; ujawniono, że pracuje on dla skompromitowanego skandalem podsłuchowym magnata medialnego, Ruperta Murdocha, którego syn James Murdoch jest w radzie nadzorczej firmy GlaxoSmithKline, produkującej szczepionki MMR. I cóż złego zrobił dr Wakefield, że stał się celem tych oszczerczych ataków? Otóż opublikował (wspólnie z innymi lekarzami) pracę naukową, w której zwraca uwagę na zaobserwowany w badaniach związek autyzmu z jelitowymi infekcjami wirusem odry pochodzącym ze szczepionek MMR. Wyniki te zostały potwierdzone na większą skalę przez innych niezależnych badaczy, ale miały one nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Dr Wakefield i jego koledzy narazili się producentom szczepionek i establiszmentowi medycznemu, gdyż swe wyniki opublikowali i powiadomili o nich społeczeństwo oraz przypomnieli, że zawczasu ostrzegali urząd brytyjskiej publicznej służby zdrowia przez zakupem szczepionek MMR, zawierających silnie patogenną odmianę wirusa odry Urabe. Szczepionki te zostały wcześniej odrzucone przez ministerstwo zdrowia Kanady, ponieważ powodowały wiele powikłań, mimo to wprowadzono je do obrotu w Wielkiej Brytanii. Bezpodstawnie oskarżano tych badaczy o fałszerstwa naukowe i nadużycia etyczne w celu ich profesjonalnego zniszczenia, mimo, że rodzice badanych dzieci twierdzili, że w badaniach nie dochodziło do żadnych nadużyć. Ujawnione dokumenty sądowe pokazują, że publiczne atakowanie i rujnowanie karier („neutralizowanie”) lekarzy oraz naukowców krytycznych wobec bezpieczeństwa i skuteczności leków i szczepionek jest oficjalną polityką firm farmaceutycznych. (http://childhealthsafety.wordpress.com/2009/10/12/merckdestroydoccritics/).

W rezultacie oszczerczej nagonki Deera na dra Wakefielda w piśmie British Medical Journal (BMJ), utracił on licencję medyczną i został pozbawiony pracy w Wielkiej Brytanii. On sam został praktycznie wygnany z kraju i przeniósł się z rodziną do Teksasu, lecz jego współpracownik, wybitny gastrolog pediatra prof. John Walker-Smith – również oskarżony o „profesjonalne wykroczenia” i pozbawiony licencji lekarskiej – odwołał się do Sądu Najwyższego WB i wygrał sprawę. Sąd uznał, że oskarżenia przeciw niemu były całkowicie bezpodstawne i że Brytyjska Komisja Medyczna (GMC) dopuściła się poważnych fałszerstw i nadużyć w stosunku do tych badaczy, i że powinna być ona zreformowana.(http://www.naturalnews.com/035256_Professor_Walker-Smith_MMR_vaccines_High_Court.html#ixzz234NNCgyo). Prof. Walker-Smith odzyskał licencję i honor, natomiast dr Wakefield skarży Deera oraz redaktorkę naczelną BMJ w sądzie w Teksasie o szkalowanie, uniemożliwienie wykonywania zawodu i straty materialne. W międzyczasie napisał dwie ważne książki: „Callous Disregard: Autisms and Vaccines: The Truth Behind a Tragedy” i “Waging War on the Autistic Child: The Arizona 5 and the Legacy of Baron von Munchausen”, w których opisuje tragedie okaleczonych przez szczepienia dzieci autystycznych i ich rodzin, oraz bezduszność, ignorancję i nieodpowiedzialność urzędników medycznych, którzy dopuścili do obrotu chorobotwórcze szczepionki. W swych książkach i w Internecie Dr. Wakefield dostarcza szczegółowych wyjaśnień w sprawie wytoczonych przeciw niemu oskarżeń(http://vaccinesafetyfirst.com/Home.html). Również profesor Walker-Smith opisał swoje przesłuchania przez urzędników z GMC, porównując je do tortur. (http://www.ageofautism.com/2012/08/enduring-memories-prof-john-walker-smith-recalls-his-life-and-the-wakefield-affair.html#more).

Mimo bezprecedensowej nagonki na dra Wakefielda, szacunek i sympatia do niego wśród rodziców całego świata stale rosną. Uważają go oni za bohatera i obrońcę dzieci. Obserwowanie tego jest niewątpliwie frustrujące dla establiszmentu medycznego, który nie może pojąć, dlaczego rodzice słuchają tego wyklętego przez nich lekarza, zamiast narzuconych medycznych i medialnych „autorytetów”. Odpowiedź na to pytanie jest prosta. Rodzice popierają dra Wakefielda, bo on wysłuchuje ich uważnie i to, co głosi, jest zgodne z ich własnymi obserwacjami, a w dobie Internetu korporacyjna propaganda przestała być skuteczna.

Natomiast amerykańscy badacze, Mark i David Geier, są atakowani dlatego, że publikują prace wykazujące związek chorób neurorozwojowych (w tym autyzmu) u dzieci ze stosowaniem szczepionek zawierających rtęciowy konserwant thimerosal (tiomersal). Jest on metabolizowany w organizmie do etylortęci, a potem do innych organicznych i nieorganicznych postaci rtęci. Obserwacje i tezy Geierów zostały potwierdzone przez wiele niezależnych badań zarówno klinicznych, jak i tych przeprowadzonych na zwierzętach.

Amerykańska badaczka Mary DeSoto przeanalizowała publikacje naukowe zawierające dane empiryczne dotyczące związków autyzmu z ekspozycją na metale ciężkie i wykazała, że wśród 58 prac, 43 potwierdzały taki związek, a 15 prac go nie znalazło. Okazało się, że większość prac zaprzeczających związkom autyzmu ze stosowaniem szczepionek z thimerosalem była zmanipulowana i obarczona konfliktem interesu. (http://nbjour.wordpress.com/2011/10/23/danish-paper-stripped-of-its-credibility/). Jeden z autorów tych publikacji, dr Paul Thorsen, został nawet oskarżony przez prokuraturę o oszustwa finansowe i kradzież publicznych funduszy przeznaczonych na badania naukowe. (http://www.reuters.com/article/2011/04/13/us-crime-research-funds-idUSTRE73C8JJ20110413). Pan Rotkiewicz wygodnie dla siebie o tym nie wspomina, lecz święcie wierzy w „prawdę” objawioną w tych skompromitowanych publikacjach, że wstrzykiwanie niemowlętom rtęci jest dla nich bezpieczne.

W ostatnich latach zafałszowane publikacje lub reklamy udające prace naukowe zazwyczaj ukazują się w „prestiżowych” czasopismach medycznych, żeby zwiększyć ich wagę i nośność. Wiadomo jednak, że są to pisma kontrolowane przez firmy farmaceutyczne, albo bezpośrednio, albo poprzez reklamy, wiec ich wiarygodność jest znikoma. Dr Marcia Angell, amerykańska lekarka i wieloletnia redaktorka naczelna znanego czasopisma medycznego „New England Journal of Medicine”, pisze w swej książce: “The Truth About the Drug Companies: How They Deceive Us and What to Do About It” (wydanej też po polsku (http://www.tfe.edu.pl/aptekarz/Aptekarz-2005-13-suplement.pdf) o korumpowaniu przez firmy farmaceutyczne wpływowych lekarzy akademickich oraz medycznych urzędników w celu promowania często szkodliwych leków. Przytacza dane, że większość publikacji dotyczących bezpieczeństwa i skuteczności leków, które są sponsorowane jawnie lub skrycie przez firmy farmaceutyczne, jest zmanipulowana lub wprost zafałszowana, a niektóre są krypto-reklamami pisanymi przez korporacje, lecz firmowanymi przez przekupionych lekarzy. Natomiast wszystkie rzetelne, niezależne badania, które kwestionują bezpieczeństwo szczepień, muszą się ciężko przebijać, by ujrzeć światło dzienne. (http://www.nybooks.com/articles/archives/2009/jan/15/drug-companies-doctorsa-story-of-corruption/?pagination=false; http://jama.jamanetwork.com/article.aspx?articleid=182478). W rezultacie szalbierczych praktyk firm farmaceutycznych tysiące ludzi (w tym dzieci) zostało okaleczonych lub zmarło w wyniku jatrogennych powikłań po stosowaniu pewnych leków czy szczepionek. Najlepszym dowodem tego są wielomiliardowe kary (w dolarach), nakładane przez sądy na firmy farmaceutyczne za oszustwa we wprowadzaniu na rynek niebezpiecznych i nieskutecznych leków. (http://www.nytimes.com/2012/07/03/business/glaxosmithkline-agrees-to-pay-3-billion-in-fraud-settlement.html?pagewanted=all; http://www.wprost.pl/ar/332254/CBA-sprawdza-czy-Glaxo-placilo-lekarzom/).

Toksyczność rtęciowego konserwantu w szczepionkach

Wbrew temu, co twierdzi M. Rotkiewicz, nie ma żadnych dowodów na to, że thimerosal wstrzyknięty niemowlętom w szczepionkach jest szybko wydalany z ich organizmów i nie gromadzi się w tkankach. Takiego badania ze względów etycznych nie można przeprowadzić na dzieciach. Natomiast doświadczenie przeprowadzone na niemowlętach małp wykazało, że po podaniu im szczepionek z thimerosalem, związki rtęci pozostawały w mózgu bardzo długo (miesiące lub lata) w stężeniach, dla których udowodniono ich toksyczne działanie na komórki nerwowe. (http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed?term=Burbacher%20thimerosal%20). W wątrobie i nerkach szczepionkowa rtęć gromadzi się w jeszcze większych ilościach i uszkadza także te organy. Jednorazowe dawki rtęci, które niemowlęta otrzymywały w szczepieniach (i nadal otrzymują w wielu krajach), wielokrotnie przekraczają dawki uznane za bezpieczne dla osób dorosłych przez Amerykańską Agencję Ochrony Środowiska oraz Światową Organizację Zdrowia, a trzeba pamiętać, że dawki te kumulują się. Niemowlęta są znacznie bardziej wrażliwe na działanie rtęci i innych toksyn, ponieważ nie mają dostatecznie wykształconej bariery krew-mózg oraz biochemicznych mechanizmów ich eliminowania i neutralizowania.Toksyczność związków rtęci jest znana ludzkości od dziesiątków lat i opublikowano na ten temat ponad 5 000 publikacji naukowych. Również nasze badania przeprowadzone w Instytucie Psychiatrii i Neurologii (IPiN) w Warszawie wykazały neurotoksyczne działanie thimerosalu podanego szczurzym oseskom w dawkach analogicznych do tych stosowanych w szczepieniach dla niemowląt, prowadzące do zmian behawioralnych i neuropatologicznych, przypominających objawy i patologie obserwowane u dzieci autystycznych. Dlatego niepoparte żadnymi wiarygodnymi dowodami twierdzenie, że rtęć wstrzykiwana do organizmów niemowląt jest dla nich bezpieczna, jest pseudonaukową szarlatanerią.

M. Rotkiewicz kpi z matki dziecka, które zachorowało na autyzm poszczepienny, ponieważ opisała swoje doświadczenia z jego wychowywaniem i leczeniem przy pomocy alternatywnych terapii – za pomocą chelatacji metali ciężkich, suplementów i diety. Według rodziców, tego typu terapie połączone z treningiem behawioralnym są skuteczne i bezpieczne. Dla p. Rotkiewicza są „niebezpieczne”, bo zbyt wymykają się farmakologicznej kontroli. Firmy farmaceutyczne liczyły, że uda się im zarobić miliardy na autystycznych dzieciach, faszerując je psychotropami, a tu zawód – rodzice odmawiają ich stosowania, bo widzieli ich dewastujący wpływ na swoje dzieci. Ci rodzice doskonale potrafią korzystać z publikacji naukowych dostępnych w Internecie (np. PubMed) – z czego drwi p. Rotkiewicz – i ich wiedza na temat autyzmu i szczepień jest często większa niż wiedza wakcynologów czy pediatrów, decydujących o szczepieniach milionów dzieci.

M. Rotkiewicz uważa za „dziennikarska kaczkę” raport Roberta Kennedy’ego Jr. (znanego amerykańskiego prawnika specjalizującego się w ochronie środowiska) o tajnej konferencji w Norcross w stanie Georgia w 2000 r., na której dyskutowano rządowe analizy, pokazujące związek autyzmu ze stosowaniem szczepionek z thimerosalem, i omawiano sposoby skutecznego ukrycia tych danych przed społeczeństwem. O tym, że Kennedy nie wyssał z palca tych informacji świadczą stenogramy z tej konferencji i zeznania jej uczestników. (http://thetruthorthefight.wordpress.com/2009/07/26/vaccinations-deadly-immunity-robert-f-kennedy-jr-investigates-the-government-cover-up-of-a-mercuryautism-scandal/;6http://www.safeminds.org/government-affairs/foia/simpsonwood.html; http://www.safeminds.org/government-affairs/foia/Simpsonwood_Transcript.pdf).

Eppur si muove

W końcu p. Rotkiewicz atakuje mnie personalnie za całokształt pracy, której nie jest w stanie zrozumieć. Pisze o konferencji w Ministerstwie Zdrowia, w której uczestniczyłam: „według świadków… argumentacja prof. Majewskiej w żadnym punkcie nie wytrzymała krytyki ekspertów, a ona sama zaczęła wycofywać się ze swoich twierdzeń”. Otóż oświadczam, że jest to pobożne życzenie owych świadków (lub samego p. Rotkiewicza), i że z niczego się nie wycofałam, bo i nie było z czego. Zaprezentowałam na tej konferencji głównie amerykańskie dane dotyczące powikłań poszczepiennych oraz postulowanych związków autyzmu ze stosowaniem szczepionek z thimerosalem, i powiedziałam, że nasze własne badania w IPiN są w toku. Mogłam wówczas powiedzieć, że rtęć w szczepionkach prawdopodobnie nie jest jedynym czynnikiem patogennym w autyzmie, bo wiadomo, że jatrogennych czy środowiskowych toksyn, które mogą uszkadzać mózg niemowlęcia czy płodu, jest wiele. Nigdy też nie twierdziłam, że wszystkie dzieci, które otrzymały szczepionki z rtęcią, zachorują na autyzm, bo to byłaby nieprawda. Fakt, że te same szczepionki mogą zabić lub okaleczyć jedno dziecko, trochę upośledzić inne, a dla jeszcze innego być stosunkowo niegroźne świadczy tylko o tym, że różna jest osobnicza wrażliwość na działanie toksyn. Jedni sprawnie je eliminują z organizmów, inni wolno, i ci ostatni są najbardziej narażeni na ich szkodliwe działanie. W żadnym przypadku nie można tego interpretować, jako wycofanie się z tezy o szkodliwości rtęciowych szczepionek. Tezę tę utrzymywałam cały czas i nadal podtrzymuję. Zadaniem nauki jest wyjaśnienie, które dzieci i dlaczego są szczególnie narażone na powikłania poszczepienne, a nie marginalizowanie czy maskowanie tych przypadków. Nasze badania przybliżyły to zrozumienie. Natomiast obowiązkiem profesjonalnym i moralnym naukowców jest informowanie społeczeństwa o ważnych odkryciach i ich znaczeniu, i ten obowiązek staram się wypełniać.

Interesujący jest fakt, że żaden z tych krytykujących mnie ekspertów nigdy nie badał toksyczności szczepionek z thimerosalem, ani nie miał pojęcia o skali powikłań poszczepiennych, bo ich się praktycznie w Polsce nie rejestruje. Powoływali się wyłącznie na zafałszowane, zdyskredytowane publikacje innych badaczy. Trudno zrozumieć, jak osoby o wykształceniu medycznym mogą bezkrytycznie akceptować wstrzykiwanie niemowlętom znanych toksyn. Zwróciłam się potem do Minister Zdrowia z propozycją wycofania pediatrycznych szczepionek z rtęcią z polskiego rynku, argumentując, że kraje Europy Zachodniej już dawno je usunęły w trosce o zdrowie dzieci. O ile mi wiadomo, pani min. Kopacz podjęła próby ich wyeliminowania, lecz były one torpedowane przez grupy szczepionkowego interesu.

Im więcej wiem na temat możliwego szkodliwego działania szczepień na organizm niemowlęcia, tym bardziej jestem przekonana, że zbyt wczesne, zbyt toksyczne i nadmierne szczepienia są główną przyczyną dzisiejszej epidemii autyzmu i innych chorób neurologicznych u dzieci. U istotnego odsetka niemowląt, który stale rośnie, szczepienia prowadzą do zapalenia mózgu i jego uszkodzenia, czego trwałym następstwem i chroniczną postacią jest autyzm. W USA już 1 dziecko na 6 cierpi na jakąś formę upośledzenia umysłowego czy choroby mózgu, a ponad 60% dzieci ma jakąś chorobę chroniczną. Systematycznie obniża się też średnia inteligencja dzieci. Jestem przekonana, że jest to skutek nadmiaru toksycznych szczepień. Tezę tę potwierdza badanie porównujące zdrowie dzieci szczepionych i nieszczepionych, które pokazuje, że nieszczepione są pod każdym względem zdrowsze od szczepionych. (http://www.vaccineinjury.info/vaccinations-in-general/health-unvaccinated-children/survey-results-illnesses.html). Korelacja wskaźników umieralności niemowląt z liczbą szczepień zalecanych w różnych krajach ujawniła natomiast, że wskaźniki te są tym wyższe, im więcej stosuje się szczepień. (http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3170075/).

Pan Rotkiewicz nie rozumie, że to, co on nazywa „antyszczepionkową ideologią” jest niczym innym, jak tylko zbiorowym rodzicielskim doświadczeniem. Okaleczonych lub uśmierconych przez szczepionki dzieci jest już zbyt wiele, aby dało się je zmieść pod dywan, albo zakopać pod gruzami pseudonaukowych, czy zafałszowanych publikacji. Żaden korporacyjny bądź kupiony medialny „autorytet” nie przekona tych rodziców, że szczepienia są bezpieczne. Oni wiedzą swoje, bo każdego dnia obcują z ofiarami tych szczepień, heroicznie walcząc o poprawę ich zdrowia, więc będą bronić swe dzieci przed kolejnymi okaleczeniami. Kiedyś ci rodzice cierpieli w samotności, dziś dzięki internetowi wymieniają się doświadczeniami i łączą w grupy wsparcia oraz oporu. Jest to jedna z niewątpliwych zasług globalizacji wiedzy, z której rodzice potrafią umiejętnie korzystać.

Jestem przekonana, że za 20-30 lat medycyna i społeczeństwo będą patrzeć na masowe szczepienia jak na anachroniczną patologię medycyny, podobną do upuszczania krwi brudnym kozikiem w przeszłych wiekach. Już dziś widać, że nie ma sensu narażać wszystkie dzieci na potencjalną śmierć lub kalectwo, aby uchronić niewielką ich grupę od krótkotrwałej, łatwo uleczalnej choroby zakaźnej. Rodzice chcą mieć wybór – czy szczepić i ryzykować wystąpienie choroby poszczepiennej, czy nie szczepić, i żyć z niewielkim ryzykiem choroby zakaźnej, bo wiedzą, że sami będą ponosić konsekwencje swych decyzji. Dobitnie świadczą o tym wpisy pod petycją pokazujące, że wbrew twierdzeniom dra Grzesiowskiego, zwolenników swobody wyboru szczepień jest w Polsce 40 razy więcej, niż zwolenników ich przymusu. (http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=7000). Prawo do tego wyboru dała im Matka Natura i jest ono związane z instynktem rodzicielskim. W Europie Zachodniej wolność w zakresie szczepień nie doprowadziła bynajmniej do wzrostu umieralności i pogorszenia się zdrowia dzieci, raczej odwrotnie, więc nie ma obaw, że w Polsce będzie inaczej. Dlaczego nie korzystamy z tych doświadczeń? Wolność decydowania o własnym zdrowiu jest fundamentalnym prawem człowieka.

Tragedią polskich dzieci i rodziców jest to, że eksperci z Państwowego Zakładu Higieny (PZH; Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego) i Narodowego Instytutu Leków, na których powołuje się red. Rotkiewicz (odpowiedzialni za kontrolowanie bezpieczeństwa dopuszczanych do obrotu szczepionek) przez dekady zatwierdzali stosowanie w Polsce niebezpiecznych szczepionek z rtęcią, nawet wtedy, gdy Europa Zachodnia już się z nich wycofała. Dziwić się należy, że nikt z nich nie zadał sobie oczywistego pytania – czy one na pewno są bezpieczne? I nikt nie przeprowadził odpowiednich badań. PZH miał też obowiązek rejestrowania i raportowania do WHO powikłań poszczepiennych, lecz z tej roli również się nie wywiązywał. Nauka nigdy nie daje ostatecznych odpowiedzi na pytania i różnice poglądów w nauce nie są niczym niezwykłym, lecz kumulatywna wiedza pozwala nam dziś dość precyzyjnie ocenić bezpieczeństwo stosowania thimerosalu w szczepionkach. Ta wiedza zdecydowanie przemawia za ostrożnością i eliminacją tego rtęciowego konserwantu. A ostatecznej odpowiedzi na pytanie, czy masowe szczepienia niemowląt są korzystne czy szkodliwe, może udzielić tylko miarodajne badanie porównujące zdrowie dzieci szczepionych i nieszczepionych. Tej odpowiedzi boją się promujące masowe szczepienia instytucje medyczne i firmy farmaceutyczne, dlatego systematycznie torpedują takie badania.

Skutkiem krótkowzroczności czy braku odpowiedzialności niektórych pracowników wyżej wymienionych instytucji zdrowia publicznego, tysiące polskich dzieci zostały okaleczone niebezpiecznymi szczepionkami. Natomiast przegłosowana ostatnio przez Sejm i podpisana przez Prezydenta ustawa o zapobieganiu chorobom zakaźnym – która wygląda jakby była napisana przez lobbystów firm farmaceutycznych – wbrew pozorom zmienia wiele. Rozszerzenie definicji choroby zakaźnej i danie urzędnikom z Sanepidu pełnej kontroli nad ogłaszaniem epidemii oraz uprawnień do stosowania przymusu szczepień i leczenia wobec wszystkich zamieszkujących w Polsce osób (także eksperymentalnymi preparatami) ubezwłasnowolnia polskich obywateli i potencjalnie zamienia ich w króliki doświadczalne firm farmaceutycznych. Takich totalitarnych praw nie ma w żadnym demokratycznym kraju. Na zakończenie dodam, że obraża mnie dziennikarski epitet o „guru antyszczepionkowców”, sugerujący przywództwo czemuś w rodzaju sekty religijnej. Jestem pracownikiem naukowym. Ponieważ większą część mojej pracy naukowej wykonałam w USA, w Narodowym Instytucie Zdrowia (NIH), mogę dodatkowo wyjaśnić. Jestem belwederskim profesorem nauk medycznych, a w cytowalności moich publikacji naukowych (świadczącej o wadze dokonanych odkryć) plasuję się na drugim miejscu wśród wszystkich ludzi nauki działających w Polsce (tuż za prof. Jerzym Gryglewskim z Krakowa).

/Warszawa, 12 sierpnia, 2012/.